Cześć!
W tym tygodniu udało mi się skończyć kolejną książkę. Można powiedzieć, że był to dla mnie powrót do dzieciństwa i idealna książka po thrillerze psychologicznym - łatwa, prosta, urocza. Dlatego też zapraszam wszystkich do przeczytania mojej recenzji "Kubusia Puchatka" Alana Alexandra Milne'a.
Może to dziecinne, ale nie mogłam się doczekać, aż poznam kolejne przygody Kubusia i wszystkich jego przyjaciół. Ale zacznijmy od początku.
Co mnie najbardziej urzekło w tej książeczce dla dzieci? Przede wszystkim to, że chyba nie da się z niej wyrosnąć, a człowiek w każdym wieku i stanie emocjonalnym będzie odkrywał ją na nowo. Ja, jako że pierwszy raz sięgnęłam po nią dopiero teraz, mając prawie 20 lat, nie identyfikowałam się z żadnym z bohaterów-zwierzątek, jak to robi większość dzieciaków, gdy tylko opowiada im się takie historie. Nie byłam też Krzysiem, który "dowodził" całą kompanią, za to wczułam się w rolę opowiadającego historię. Tak też może się czuć każdy rodzic, który czyta swoim, jeszcze małym, dzieciom przygody Kubusia na dobranoc. Dodatkowo, choć wiem, że to nie będzie duże odkrycie, każda z postaci przedstawia jedną wyolbrzymioną cechę charakteru. Kubuś jest głupiutki, Prosiaczek - bojaźliwy, Królik - zarozumiały, Sowa - przemądrzała, Kłapouchy - smutny, Kangurzyca - troskliwa, a Maleństwo - beztroskie. Moim zdaniem wszystko to jest piękne w swojej prostocie.
Można wymyślać niestworzone historie o tym, jak należy interpretować wszystkie przygody, jakie morały niosą za sobą, ale zdaje mi się, że w takiej sytuacji każda, nawet najbardziej niesamowita książka straciłaby swoją magię. Dla mnie spotkanie z Kubusiem Puchatkiem było powrotem do dzieciństwa i tylko to się liczyło. Współczułam Kłapouchemu, choć denerwowało mnie jego ciągłe narzekanie, chciałam dodać odwagi Prosiaczkowi, mimo że jego plany wydawały mi się absurdalne, nie mówiąc już co było z samym Puchatkiem.
Podziwiam Milne'a za dzieło, które stworzył. Trzeba być naprawdę genialnym pisarzem, żeby wydać tak uniwersalną powieść dla dzieci, w której odnajdzie się każdy dorosły. Nie wiem co mogę jeszcze dodać, poza tym, że zakochiwałam się w każdej następnej stronie i przygodzie. Pokochałam rozdział VIII w którym Krzyś staje na czele Przyprawy do Bieguna Północnego, całym swoim sercem (najbardziej oczywiście Przyprawę do Bieguna Północnego ♥).
Podsumowując. Jeśli jeszcze nie miałeś okazji poznać przygód Kubusia Puchatka, to żałuj i jak najszybciej nadrób swoje zaległości. Uwierz mi, nie będziesz żałował. Sama oceniam je na mocne ■■■■■■■■■□□ (osiem na dziesięć). Z całego serca polecam! A przede mną jeszcze dwie książeczki z tej serii, będę z zapartym tchem poznawałam następne przygody wesołej gromadki, a że czytanie akurat tej powieści nie wymaga ode mnie zbyt dużo zaangażowania, nawet sesja będzie idealnym czasem na lekturę. Tymczasem życzę udanego dnia i do następnego!
W słuchawkach:
